ocena miejsc: 4.6
  •  

Boskie Buenos



odwróć kolory tekstu i tła

"Chcę jeszcze raz pojechać do Europy lub jeszcze dalej, do Buenos Aires" – śpiewał zespół Maanam w piosence "Boskie Buenos". Z racji, iż od dłuższego czasu nasze podróże odbywały się głównie po Starym Kontynencie, postanowiliśmy w końcu ruszyć gdzieś dalej. Z biegiem czasu wybór się wykrystalizował i kwestią było tylko, kiedy wylądujemy w Ameryce Południowej. W końcu stało się. Marzec A.D. 2012 - witaj Argentyno. Witaj Buenos Aires!

Kiedy pojechaliśmy?

Do stolicy Argentyny wyruszyliśmy w marcu, czyli na przełomie tamtejszego lata i jesieni. I choć to był schyłek lata, to przez zdecydowaną większość czasu temperatury w ciągu dnia sięgały 25 stopni Celsjusza lub więcej. Buenos Aires było dla nas punktem, z którego ruszyliśmy na zachód kraju, i skąd wracaliśmy do Polski. W związku z tym na początku zatrzymaliśmy się tylko na jedną noc, aby się zaaklimatyzować i oswoić z pogodą. Nieco dłuższy przystanek w mieście "Dobrych Wiatrów" zrobiliśmy po trzech tygodniach, kiedy to w oczekiwaniu na samolot do kraju poznawaliśmy uroki boskiego miasta. Tym samym w BsAs spędziliśmy łącznie 4 noce, co w zupełności wystarczało na poznanie najbardziej znanych dzielnic.

Witamy w Buenos Aires! (foto: wnieznane.pl)

Gdzie się zatrzymaliśmy?

Przed wylotem do Argentyny wyrobiliśmy karty PTSM pozwalające na otrzymanie zniżek w międzynarodowej sieci Hostelling International (HI). Wydatek 40 zł/rok na jedną kartę zwrócił się po kilku nocach, pozwalając na oszczędności rzędu 15% za dobę. Najpierw zatrzymaliśmy się HI Hostel Suites Florida, a następnie w Hostel Suites Obelisco. Oba są położone w ścisłym centrum i oprócz noclegów oferują również usługi turystyczne – zwiedzanie miasta, zniżki do klubów, wejściówki na mecze i inne wydarzenia kulturalno-muzyczne. Dobra lokalizacja pozwoliła na szybkie i sprawne przemieszczanie się do poszczególnych dzielnic za sprawą dobrze rozwiniętej komunikacji. Tutaj możesz znaleźć odpowiedni dla siebie hotel.

Co zwiedziliśmy?

Buenos Aires jest metropolią rozciągającą się na powierzchni 200 kilometrów kwadratowych! My skupiliśmy się na poszczególnych dzielnicach leżących w okolicach centrum. Palermo, Recoleta, Congreso, Retiro, Microcentro, San Telmo, La Boca i Puerto Madero to obszary, które są najbardziej warte uwagi. W każdym z nich nie brakuje budynków, pomników czy miejsc zadziwiających swą architekturą, klimatem i różnorodnością.

Plaza de Mayo. Jeden z najważniejszych placów Buenos Aires (foto: wnieznane.pl)

Wyjazd do Argentyny był realizacją mniejszych lub większych planów, żeby nie napisać wprost - marzeń. Te przewijały się w głowie przez dobre trzy lata. Oczywiście w ich realizacji ciągle coś stawało na przeszkodzie – czas, finanse, aż do momentu, kiedy to pojawiła się promocja na bilety lotnicze do Buenos Aires. Oferta była na tyle atrakcyjna, że grzechem było z niej nie skorzystać. Jeśli nie teraz, to kiedy? Stało się. Kilka kliknięć i w skrzynce pocztowej pojawiło się potwierdzenie zakupu biletów do Ameryki Południowej na marzec 2012 roku. W oczekiwaniu na wyjazd standardowo przejrzeliśmy internetowe fora, blogi czy porozmawialiśmy z osobami, które są lub były w Argentynie. I to co najważniejsze - przed wyjazdem do Ameryki Południowej warto opanować chociaż kilkanaście podstawowych zwrotów w języku hiszpańskim! Bez tego poruszanie się po kraju okazuje się nieco mniej przyjemne, a momentami kłopotliwe.


Podróż rozpoczęliśmy i zakończyliśmy w Buenos Aires. Mając świadomość, że i tak będziemy wracać do Polski ze stolicy Argentyny, stwierdziliśmy, że pełne zwiedzanie miasta zostawimy sobie na deser, jako formę oczekiwania na samolot. Ostatecznie w BsAs spędziliśmy cztery noce (jedną po przylocie i pozostałe trzy przed powrotem). Po 17 godzinach podróży, z przerwą na lotnisku u zachodnich sąsiadów, dotarliśmy do celu. Niemal z miejsca uderzyło nas ciepłe powietrze, którego na próżno szukać w ojczyźnie o tej porze roku. Dopełnienie formalności, wymiana minimalnej ilości gotówki na peso i można było łapać transport do centrum miasta z lotniska Ezeiza. Do wyboru – miejski autobus (2 godz. jazdy), taxi lub tzw. shuttle busy (1-1,5 godz.). Na początek zatrzymaliśmy się w Hostelu Florida przy ulicy o tej samej nazwie. Ścisłe centrum miasta, zaledwie trzy stacje metra od dworca autobusowego Retiro, ruchliwy i gwarny deptak - tak wyglądały okolice naszej noclegowni. Po szybkim odświeżeniu i wrzuceniu na siebie zdecydowanie luźniejszych ubrań ruszyliśmy na spacer.

Plaza de Mayo

Pierwsze swe kroki skierowaliśmy w stronę Plaza de Mayo, przy którym mieści się Casa Rosada. W "Różowym domu" urzęduje prezydent Argentyny, a w przeszłości był on miejscem, skąd swe przemowy wygłaszali m.in. Evita Peron czy papież Jan Paweł II. To właśnie na tym placu w każdy czwartek odbywają się protesty oraz spotkania matek upamiętniające wydarzenia sprzed lat. Mianowicie 24 marca 1976 doszło do przewrotu i od tego czasu władzę w kraju na niespełna 8 lat przejęła junta wojskowa. Efekt? Masowe aresztowania, tortury, prześladowania czy naruszanie praw człowieka czekały na wszystkich występujących przeciwko ówczesnej władzy. Ponad 30000 osób zostało uznanych za zaginionych bez śladu. Tak się złożyło, że ostatnich dniach pobytu w Argentynie byliśmy świadkami obchodów 36. rocznicy wspomnianych wydarzeń (o czym później).

Nie ma co ukrywać, iż spacerowanie jest preferowaną formą zwiedzania miasta. Pozwala na jego dokładniejsze poznanie. Oczywiście w razie czego można było skorzystać z dobrze rozwiniętej sieci autobusowej czy metra. Zresztą busy to często wysłużone, ale za to kolorowe, przyozdobione i dość zadbane pojazdy spod logo gwiazdki Mercedesa. "Z buta” ruszamy na małe co nieco, od razu decydując się na to, z czego słynie Argentyna. Po chwili na stole ląduje soczysty stek z kieliszkiem czerwonego wina, a na deser flan. Flan to mocno zbita masa piankowa polana karmelowym syropem. Słodycz ponad miarę!

Retiro

Mając na uwadze, że następnego dnia chcemy jechać do Mendozy, idziemy na dworzec Retiro kupić bilety. Spokojnym krokiem mijamy kolejne kamienice Microcentro pamiętające XIX wiek, przeplecione nowocześniejszymi budynkami. Okolice dworca przypominały nieco te dobrze znane ze stadionu X-lecia w Warszawie. Wszędzie stragany z mniej lub bardziej oryginalnym i przydatnym asortymentem, uzupełnione o punkty gastronomiczne, w których sanepid miałby pełne pole do popisu. Po przedarciu się przez stoiska, docieramy do dworcowej hali. Co i rusz przyjeżdżają i odjeżdżają piętrowe autobusy, które kursują do odległych miast Argentyny.

Retiro, to nie tylko miejski dworzec (foto: wnieznane.pl)

Firm oferujących swoje usługi jest całe multum. Do wyboru, do koloru. Podstawowe kryteria to czas przejazdu, cena oraz komfort - cama, semi-cama oraz 1era clase. Najtańsza - cama - oferuje warunki mniej więcej zbliżone do polskich dalekobieżnych przejazdów. Średnia półka to sami-cama, gdzie fotele są już szersze, rozkładające się do 160 stopni, z lepszym obiciem, poduszką, kocem i cateringiem na pokładzie. Ostatnia to pierwsza klasa, gdzie samodzielnie można rozłożyć fotel do pozycji poziomej, dodatkowo z własnym systemem rozrywki. Z racji, że przed nami była daleka podróż i na dodatek w nocy, kupiliśmy bilety u przewoźnika Andesmar.

Recoleta

Ze wspomnianego Retiro jest już rzut beretem na cmentarz Recoleta. Jednak po drodze jeszcze wchodzimy do wyjątkowej księgarni El Ateneo. Ta została zaaranżowana w dawnym teatrze. W miejscu sceny znajduje się kawiarenka. Natomiast na poszczególnych piętrach można przebierać w niezliczonej ilości książek oraz płyt. Stamtąd jest już relatywnie blisko na wspomniany cmentarz. Nekropolia w swych murach skrywa trumny zasłużonych dla kraju osób. Samo zwiedzanie jest oczywiście bezpłatne, co nie znaczy, że miejscowi nie zarabiają na słynnym miejscu. Przy wejściu można zaopatrzyć się w folder z wytyczoną trasą oraz informacjami o pochowanych. Wydatek to 10 peso, czyli równowartość 7-8 złotych, a znacznie ułatwia poruszanie się w labiryncie grobowców. Nie da się ukryć, że cmentarz robi wrażenie.

Grób Evity Peron przyciąga turystów (foto: wnieznane.pl)

Nie ma tu mowy o kamiennych tabliczkach umieszczonych na równi z trawą. Na próżno szukać znanych z Polski nagrobków. W Buenos Aires kluczy się między grobowcami, do których można wejść, usiąść przy trumnie, pomodlić się, złożyć kwiaty, posprzątać. Część z nich nadgryzionych jest zębem czasu - zaniedbane, z zardzewiałymi kłódkami, wykrzywionymi drzwiczkami, zbitymi szybami, rozpadającym się drewnianymi trumnami. Jednak jest również druga strona medalu - zadbane, czyste, przyozdobione, z rzeźbami najwyższych lotów. Niemal prawdziwe dzieła sztuki! Najwięcej osób skupiło się przy miejscu pochówku Evy Peron, która zasłynęła m.in. ze swojej działalności politycznej oraz społecznej. Na cmentarzu odkryliśmy również polski ślad.

Palermo

Z Recolety już bardzo blisko do dzielnicy Palermo, do której płynnie przechodzimy. To właśnie tam mamy pierwszą poważną styczność z zielenią w stolicy Argentyny. W powyższych częściach miasta odrobinę wytchnienia i schronienia od słońca dawały skromne parki. Natomiast w Palermo mieszkańcy mogą udać się do ZOO i ogrodów: japońskiego (płatny), botanicznego czy Plaza Gral Paez. Wodne stawy, zieleń, zadbane ścieżki spacerowe, fontanny z krystaliczną wodą. Konieczne trzeba tam zajrzeć, jeśli nie chcesz być skazany na asfalt, beton i kamienice. Jednak to tylko jedno oblicze tej dzielnicy. Na południowy-zachód od Plaza Italia wchodzimy w część zwaną Palermo Soho. Nie brakuje tu zróżnicowanych klubów muzycznych, knajpek czy też sklepów wszelkiej maści artystów. Miejsce żyje szczególnie wieczorami oraz nocą, w rytm muzyki i lejących się drinków, w tym popularnego Fernetu z colą.

Obszar Palermo obfituje w tereny zielone (foto: wnieznane.pl)

Wspomniane obszary Buenos Aires zwiedziliśmy przy okazji pierwszych kilkunastu godzin pobytu w Argentynie. Po niespełna trzech tygodniach wróciliśmy do stolicy. Tym razem w planach mieliśmy zapoznanie się ze ścisłym centrum, a także wschodnimi i południowymi rewirami. Jednak najpierw trzeba było znaleźć jakiś nocleg. W tym przypadku zadziałała zasada do trzech razy sztuka. Dwukrotnie spotkaliśmy się z brakiem miejsc w wytypowanych przez nas noclegowniach. Wiadomo – weekend. Ugościł nas dopiero Hostel Suites Obelisco.

La Boca

Piątek stał pod znakiem wizyty w dzielnicy La Boca. Celem było zwiedzanie stadionu La Bombonera, na którym gra na co dzień Boca Juniors Buenos Aires, oraz zakup biletów na ich niedzielny mecz z lokalnym rywalem – Lanus. Oczywiście będąc w tych rejonach nie mogliśmy pominąć słynnej uliczki Caminito, mieniącej się pełną barwą kolorów na fasadach budynków. Jednak po kolei... Dzień zaczęliśmy od typowego dla Argentyńczyków śniadania, czyli kawa + szklanka wody ze słodkim rogalem. W grę wchodzi również bułeczka ze słodkim Dulce de Leche, co można najprościej opisać słowem karmel. Co prawda do celu mogliśmy dojechać autobusem linii 28, ale zdecydowaliśmy się na piesze dotarcie na obiekt. Tym samym mieliśmy okazję przespacerować się przez dzielnicę San Telmo. Ta słynie z antykwariatów oraz hali targowej, w której można zaopatrzyć się we wszelkie starocie. Przekonujemy się o tym błyskawicznie. Co i rusz mijamy witryny, w których nie brakuje antyków – zarówno tych wycenianych na kosmiczne kwoty, jak i tych dla przeciętnych zjadaczy chleba. Na jednym z placyków można kupić rękodzieła, naczynka oraz akcesoria do picia yerba mate, obrazy, fotografie, na odzieży kończąc. Ktoś zachęca nas na piwo nieco łamaną polszczyzną. "Podolski! Zapraszam na piwo!” - mówi widząc koszulkę zdradzającą pochodzenie. "On jest Niemcem” - odpowiadam, z uśmiechem biorąc ulotkę proponowanej knajpki. Gdzieś między to wszystko idealnie były wpasowane stoliki, przy których można było usiąść na małe co nieco, gasząc pragnienie chłodnym Quilmesem. W tym wszystkim o mały włos minęlibyśmy wspomnianą halę, która wygląda dość niepozornie. Jednak wnętrza... Fani starych rzeczy mogliby czerpać garściami! Stare plakaty z Diego Maradoną, płyty winylowe, monety, odznaki, metalowe tabliczki (w tym rejestracyjne), wagi, butelki po Coca-Coli, ubrania i cały szereg innych mniej lub bardziej przydatnych drobiazgów wylewał się na alejki z mijanych stanowisk. Słowem - mydło i powidło na każdą kieszeń. A jak już ktoś się obkupił, to kilka kroków dalej mógł posilić się owocami, warzywami lub skorzystać z usług jednego z barów oferującego empanady, czyli pierogi przygotowywane na różne sposoby. Począwszy od klasycznego farszu mięsnego, przez serowy, warzywny, łagodny lub też na pikantnej mieszance kończąc. Palce lizać!

"La Bombonera", tu Diego Maradona dla wielu jest Bogiem! (foto: wnieznane.pl)

My jednak kierujemy swe kroki w stronę stadionu. Przechodzimy przez park Lezama, przy którym znajduje się Narodowe Muzeum Historyczne. Jednocześnie odnosimy wrażenie, iż jest to jakby naturalna granica między wspomnianym San Telmo a La Boca. Zapuszczamy się w ciągnącą się ulicę Irala, wzdłuż której krajobraz ulega zmianie. Mijamy kolejne domy, które swe lata świetności mają dawno za sobą. Gdzieś stoi wysłużone auto. Z podwórka wybiegają dzieci. Pod drzwiami odpoczywa pies. Na ulicy, na znak wzajemnego szacunku, pocałunkiem w policzek wita się dwóch mężczyzn. Chcemy zatrzymać obrazy domów, parku czy wysokiego bloku w kadrze, ale szybko reaguje dwójka starszych ludzi prosząc, byśmy schowali aparaty. To w obawie o... nasze bezpieczeństwo, gdyż te rejony nie cieszą się zbyt dobrą sławą. Inna sprawa, że naprawdę nie mamy powodów, aby czuć jakiekolwiek zagrożenie. Na ulicach jest niemal pusto. Może dlatego, że z bezchmurnego nieba leje się żar i lokalsi wolą odpoczywać i przeczekać upał w domu? Tak czy inaczej chowamy na moment sprzęt, gdyż po chwili docieramy w okolice obiektu Boca Juniors. W powietrzu unosi się zapach grillowanego mięsa, do uszu dochodzą rozmowy i śmiechy osób, które w cieniu parasoli spożywają złociste trunki przy kibicowskich lokalach. Nie niepokojeni przez nikogo mijamy bramy stadionu, by zwiedzić jego wnętrza. Mając do wyboru trzy opcje, decydujemy się na pełną wycieczkę po obiekcie, czyli muzeum + wizyta z przewodnikiem. Najpierw sami oglądamy eksponaty, a później międzynarodowe towarzystwo oprowadza pracowniczka klubu (mówi po hiszpańsku i angielsku). Przez ten cały czas budowany jest mit wielkiego klubu, jakim jest Boca. Wspaniali kibice, wspaniała drużyna, wielkie sukcesy i na deser Maradona. Tylko stadion już nieco wiekowy. Co nie zmienia faktu, iż przez 1,5 godziny na "Bombonierce” można usłyszeć sporo ciekawostek związanych z klubem. Niby wszystko w porządku, ale... nie można nabyć biletów na niedzielny mecz z Lanus. Pozostaje zakup drogą nieoficjalną, co kończy się sukcesem oraz zawarciem małej znajomości z właścicielem lokalu i muzeum de Quique, które jest poświęcone jednemu z zasłużonych kibiców Boca.

Kolorowe domy przyciągają turystów (foto: wnieznane.pl)

Na zakończenie wizyty w "niebezpiecznych” rejonach kierujemy się na Caminito, czyli barwną ulicę, z której wylewają się na deptak restauracje oraz sklepy z pamiątkami. Oczywiście nie brakuje turystów, których zwozi się tu autokarami. Wszyscy robią zdjęcia kolorowym domom wymalowanych według zasady na ile starczyło farby, na tyle się pomalowało, i już kolejny fragment przyozdobiono w innym odcieniu. Trzeba przyznać, że żywe kolory robią pozytywne wrażenie.

Congreso

Dobre położenie hostelu Obelisco sprawia, że wszędzie jest blisko. W związku z tym następnego dnia ruszamy na spacer w stronę Congreso. Punkt obowiązkowy to wysoki na 67 metrów El Obelisco. Przecinamy szeroką jak morze Avenida 9 de Julio, zmierzając w stronę Teatru Cervantesa, którego historia sięga 1921 roku. Po sąsiedzku znajduje się synagoga. Jednak kilka kroków dalej stoi się słynny Teatr Colon, w którym wystawiane są największe i najsłynniejsze sztuki. W teatrze Kolumba może się pomieścić nawet 3500 osób! Budynek robi wrażenie, którego nie psują nawet bezdomni, którzy się rozgościli w pełni w sąsiednim parku. Przy okazji widzimy jak miesza się stare z nowym, gdzie wyglądająca na dość wiekową wieża, wkomponowana jest w budynek, w którym króluje szkło i stal. Na Av. Corrientes znajdujemy lodziarnię Cadore, która chwali się, że to właśnie tu są najlepsze lody na świecie. Avenida Entre Rios wiedzie nas prosto do Pałacu Kongresowego, mającego nieco ponad 100-letnią historię. Otoczenie nawiązuje do lat 1810 oraz 1816, kiedy to Buenos Aires uzyskało niepodległość. Na pobliskim placu nie brakuje ławek, pomników, fontanny i odrobiny zieleni.

Pałac Kongresowy (foto: wnieznane.pl)

Jednocześnie płynnie wchodzimy w Avenida de Mayo, która wiedzie idealnie prosto do wspomnianego wcześniej Casa Rosada. To właśnie tą drogą, jak się później okazało, wiodła demonstracja z okazji 36. rocznicy zamachu stanu w Argentynie. Po drodze mijamy ludzi ustawiających barierki, wieszających transparenty, naklejających plakaty zapraszające na upamiętnienie ofiar niespełna ośmiu lat bezwzględnego reżimu. Trzeba przyznać, iż byliśmy później nieco zaskoczeni. Polskie demonstracje, marsze czy protesty niosą ze sobą pewny element agresji. Jednak tego wieczoru w ogóle nie dało się tego odczuć. Szukałem wzrokiem policyjnych wozów czy też osób zabezpieczających wydarzenie. Nic z tego. Widziałem tłum, który niósł transparenty i kukły, wznosił hasła, śpiewał w rytm bębna i odpalał co jakiś czas fajerwerki. Słaba znajomość hiszpańskiego nie pozwoliła na zrozumienie nastawienia ludzi i ustosunkowania się do ich poglądów. Niemniej jednak nie widziałem na ich twarzach śladów agresji.

Puerto Madero

Na pytanie, co robią mieszkańcy Buenos Aires w niedzielę częściową odpowiedź znajdujemy w parku położonym w Puerto Madero. Rezerwat leżący u wyjścia Rio de Plata jest doskonałym miejscem na poprawę kondycji przez bieganie lub jazdę na rowerze. Nie brakowało rodzin czy par, które wspólnie uprawiały sport. Świetne miejsce, położone na uboczu zgiełku miasta. I tylko na horyzoncie widać było wyrastające wieżowce. Wszak Puerto Madero okazało się jedną z najnowocześniejszych dzielnic Buenos Aires, w jakiej mieliśmy okazję być. Na pierwszy rzut oka było widać, że są to całkowicie inne rejony miasta. Markowe ubrania, drogie i lśniące auta, salon Mercedesa ze spiżowym bolidem usytuowanym nieopodal w parku. Wszystko w otoczeniu wieżowców, które co i rusz przynosiły jakże polską myśl - "A gdyby zepsuła się winda?”. Z części typowo mieszkalnej wchodzimy w rejony biurowców, które są usytuowane wzdłuż kanału. Na przycumowanym statku właśnie trwa eleganckie przyjęcie. Wścibscy nie jesteśmy, więc zamiast przyglądać się, jak się bawi "szlachta”, pewnie zmierzamy do Mostu Kobiet. Puente de la Mujer wzbudza ciekawość swoją konstrukcją. Spiczasta część, od której odchodząc pylony podtrzymuje przeprawę zbudowaną z myślą tylko o pieszych.

Puerto Madero - najnowocześniejsza część miasta (foto: wnieznane.pl)

Wkrótce ponownie spacerujemy po ścisłym centrum. Jeszcze ostatnia kolacja, jeszcze drobne zakupy, jeszcze ostatni spacer, ostatnia noc i następnego dnia pakujemy się, by ruszyć na lotnisko. Idziemy pożegnać się z Obeliskiem, robimy ostatnie zdjęcia, by po chwili zatrzasnąć drzwi busa, który zabiera nas prosto sprzed hostelu i wiezie na lotnisko Ezeiza (taniej niż standardowo). Teraz już kilkanaście godzin lotu, a później sięganie do wspomnień, przeglądając zdjęcia w towarzystwie argentyńskiego wina. No i codziennego smaku yerba mate.

 

PiJ, marzec 2012r.




Jeśli dotarliście aż do tego miejsca - dziękujemy za poświęcony czas! :-) Jeżeli macie go trochę więcej i zastanawiacie się gdzie pojechać... zapraszamy do przeczytania relacji i objerzenia zdjęć z innych naszych wypraw:
Rodos (Grecja) •  Katalonia (Hiszpania) •  Barcelona (Hiszpania) •  Toledo (Hiszpania) •  Peloponez (Grecja) •  Zakynthos (Grecja) •  Czarnogóra () •  Kijów (Ukraina) •  Andaluzja (Hiszpania) •  Paryż (Francja) •  Kusadasi (Turcja) •  Algarve (Portugalia) •  Włochy Północne (Włochy) •  Palanga i Lipawa (Litwa / Łotwa) •  Kreta (Grecja) •  Chopok (Słowacja) •  Argentyna (Ameryka Południowa) •  Stambuł (Turcja) •  Chorwacja () •  Wenecja (Włochy) •  Bretania (Francja) •  Liverpool (Wielka Brytania) •  Kopenhaga (Dania) •  Praga (Czechy) •  Rzym i Watykan (Włochy) •  Bratysława (Słowacja) •  Trondheim (Norwegia) •  Irlandia () •  Budapeszt (Węgry) •  Wyspy Kanaryjskie (Hiszpania) •  Cypr () •  Dublin (Irlandia) •  Sewilla (Hiszpania) •  Ateny (Grecja) •  Wilno i Troki (Litwa) •  Korfu (Grecja) •  Londyn (Wielka Brytania)
  Buenos Aires - pogoda:
Dziś, 26 listopada 2014
+27°  / +15°
Słonecznie

wiatr: NNE 14 km/h
ciśnienie: 1013 hPa
wilgotność: 73%
zachmurzenie: 25%
opady: 0.0 mm/h

Czwartek, 27 listopada 2014
+31° C    /  +18° C
Słonecznie
wiatr: NNW 16 km/h
opady: 0.0 mm/h

Piątek, 28 listopada 2014
+32° C    /  +18° C
Słonecznie
wiatr: N 22 km/h
opady: 0.0 mm/h

Sobota, 29 listopada 2014
+32° C    /  +18° C
Słonecznie
wiatr: NNE 23 km/h
opady: 0.1 mm/h

Niedziela, 30 listopada 2014
+22° C    /  +9° C
Lekkie opady deszczu
wiatr: S 34 km/h
opady: 38.8 mm/h