ocena miejsc: 4.7 / 27
  •  

Czarnogóra i coś ponadto...



odwróć kolory tekstu i tła

Z Polski przez Czechy, Austrię, Słowenię do Chorwacji, gdzie rozpoczęliśmy zwiedzanie na dobre, o czym można przeczytać w szczegółowej relacji z tego kraju. Krótki wypad do Bośni i Hercegowiny, a dalej kilka nocy w Czarnogórze i powrót do kraju przez Serbię, z postojem w Budapeszcie i już prosto przez Słowację do domu. Efekt? 4200 kilometrów autem w 14 dni.

Kiedy pojechaliśmy?

Na Bałkany ruszyliśmy we wrześniu i na dodatek w drugiej jego połowie. Oczywiście pojawiły się pewne obawy, że pogoda może być gorsza, że na upały nie ma co liczyć, a uprzykrzać życie na wybrzeżu będą silne wiatry. Ostatecznie nie było tak źle. Owszem, padało raz i wcale nie przez dwa tygodnie, a zaledwie przez kilka godzin w nocy i to w głębi lądu w Chorwacji, a tak... pogoda w Czarnogórze wręcz sprzyjała zarówno kąpielom w morzu, jak i zwiedzaniu.

Gdzie się zatrzymaliśmy?

Wyjeżdżając nie mieliśmy zarezerwowanych żadnych noclegów. Żadnych kwater, hoteli, kempingów, hosteli, domków. Nic. Wszystko organizowaliśmy po przyjeździe do Kotoru. Wystarczyło kilka minut, góra kwadrans, aby znaleźć zadowalające nas lokum. Kwestia odpowiedniego standardu, a także ustalenie satysfakcjonującej ceny. Oczywiście tu też było pole do ewentualnych negocjacji.  Nie masz ochoty na szukanie kwater? Zarezerwuj noclegu już teraz tutaj - na booking.com.
Alternatywę stanowi serwis AirBnB. Napisz do nas maila, a otrzymasz kupon na kwotę ok. 25$  na swoje podróże w nieznane.

Co zwiedziliśmy?

Trasę ułożyliśmy tak, aby nie spędzić całego wyjazdu w Chorwacji, ale także poznać uroki Czarnogóry oraz zajrzeć do Bośni i Hercegowiny. Wracając do kraju, mieliśmy w planach zawitać do Belgradu, ale ostatecznie z powodu zawirowań na czarnogórsko-serbskiej granicy zmuszeni byliśmy jechać bezpośrednio w stronę Polski. Jednak najwięcej czasu, poza wspomnianą Hrvatską, spędziliśmy w Montenegro. Punktem, z którego zwiedzaliśmy okolice był położony przy pięknej zatoce Kotor. Stamtąd ruszyliśmy m.in. do Budvy, Njegusi, a także na wysepkę Sveti Stefan. Natomiast na plażę jeździliśmy do Plavi Horizonti. Dodatkiem do wyprawy była wizyta w stolicy Węgier - Budapeszcie.

Spokojne fale obywają brzegi Czarnogóry. (foto: wnieznane.pl)

Czarnogóra i coś ponadto...

Czarnogóra. Tak blisko popularnej Chorwacji, a mimo wszystko jakby pomijana. Kontynuując naszą dwutygodniową podróż, postanowiliśmy obdarować swym czasem również sąsiadkę Hrvatskiej i przekonać się o jej wyjątkowości. Dodatkowym urozmaiceniem naszej przejażdżki był jednodniowy wypad do Bośni i Hercegowiny, aby zajrzeć m.in. do Mostaru.

Kanli kula w Herceg Novi

Naszą bazą wypadową był Kotor. Jednak najpierw wpadamy od strony Chorwacji do Herceg Novi. Jest popołudnie, ludzie skryci w swych mieszkaniach, kamienicach, domach. Zaglądamy na Stare Miasto. Przechodząc przez plac Nikola Djurkovicia, po chwili mijamy XVII-wieczną wieżę zegarową, żeby znaleźć się na Trgu Herceg Stjepana, na którym usytuowana jest cerkiew św. Michała Archanioła. Jednak nie zagrzewamy na nim zbyt długo miejsca. Jeszcze tylko posiłek i kierujemy się do Kanli kula. Dziś dawna twierdza pełni funkcje kulturalne, ale za sprawą Turków istniało tu więzienie. I choć widoki na zatokę przykuwają nasz wzrok, to musimy powoli się żegnać z XIV-wiecznym grodem. Jest już prawie wieczór, a przed nami niespełna godzina jazdy do Kotoru, w którym planujemy zatrzymać się na kilka dni.

Kanli kula w Herceg Novi, czyli dawniej twierdza - dziś amfiteatr. (foto: wnieznane.pl)

Uroki Kotoru

Miasto uznawane za jedno najpiękniejszych w Czarnogórze. Czytając przewodniki, przeglądając foldery, właśnie taki obrazek malował się w naszych głowach. I mówiąc szczerze, nie są to przesadzone stwierdzenia. Myślisz Kotor, mówisz zatoka. To nierozłączna para, która idealnie do siebie pasuje. Urokliwe Stare Miasto otoczone jest wzniesieniami, oblane wodami Adriatyku, po których dumnie kursują promy, oglądane czy to z murów, czy drugiego brzegu, które mają swój niepowtarzalny klimat. Docenili to przedstawiciele UNESCO, wpisując historyczne elementy na listę światowego dziedzictwa już w 1979 roku. O słuszności ich decyzji przekonujemy ponad 30 lat później! I choć Starówka jest otoczona przez miejskie mury, na które można się wdrapać, my wolimy poznawać jej zakątki z poziomu mieszkańca, turysty... Z poziomu każdej osoby, która właśnie przesiaduje na placach – Rewolucji Październikowej, Trg od Kina czy Ustanka. Z poziomu wiernych łapiących dystans do świata w kościołach czy cerkwiach. A mówiąc szczerze, jest gdzie zajrzeć. Historyczną część Kotoru tworzą m.in. kościół św. Michała z XIII wieku, a także katedra św. Trypuna, skrywająca szczątki patrona miasta. Wyznawcy prawosławia oddają się modlitwom w cerkwiach – św. Łukasza z pięknym ikonostasem, jednonawowej św. Pawła czy św. Mikołaja. Kiedy zajrzeliśmy do pierwszej z wymienionych, była okazja zamienić dwa słowa z prezbiterem... po polsku. Tego się kompletnie nie spodziewaliśmy. A to nie wszystko, bo na Starym Mieście przyciągają uwagę także pałace – Drago (gotyckie zdobienia), Biskupi czy też Grgurin, w którym mieści się muzeum Morskie. A wszystko to odnajdziemy w plątaninie kamiennych uliczek. Oczywiście czym byłaby cała Starówka bez knajpek, restauracji, w których przy porcji mięsa i lampce tutejszego wina poczujemy w nozdrzach zapach unoszącej się historii Kotoru.

Pewnym mankamentem miasta jest... plaża, a raczej jej brak. W związku z tym, za radą starszej pani, u której wynajmowaliśmy pokój, pojechaliśmy do Plavi Horizonti. Kilkanaście kilometrów od Kotoru w Radovici znajduje się hotel "Plavi Horizonti". Dzięki temu po zażyciu morskich kąpieli zamiast betonu pod stopami poczuliśmy przyjemne ciepło rozgrzanego piasku.

Potężne mury okalające Stare Miasto w Kotorze (foto: wnieznane.pl)

Zapach historii w Budvie

Kotor oczywiście ma swoje uroki, ale grzechem byłoby nie zrobić przejażdżki po okolicy. Wybór musiał paść na Budvę, która uchodzi za jeden z najbardziej znanych kurortów na czarnogórskim wybrzeżu. Ponadto jej początki sięgają 2500 lat wstecz. To działało na wyobraźnię. Zatem nie dziwne, że od razu kierujemy się w stronę Starego Miasta. Spacer po historycznej części wieńczy dotarcie do Cytadeli. Z jednej strony pozwala się zapoznać z przeszłością regionu, z drugiej umożliwia rzucić okiem na dachy kamienic, czyste wody Adriatyku, a także na oddaloną o kilka kilometrów wysepkę Sveti Stefan. Niegdyś była to skromna wioska rybacka, a dziś? Kurort niedostępny dla zwykłego zjadacza chleba. Od połowy XX wieku przekształcono ją w miasteczko pełniące funkcje hotelowe, goszczące możnych i znanych tego świata. W efekcie, zamiast przejść się po uliczkach wyspy, pozostało nam się obejść smakiem i pospacerować po pobliskim parku oraz plaży. Cóż, nic tu po nas...

Staromiejskie dachówki kamienic w Budvie. (foto: wnieznane.pl)

Swojski klimat Njeguši

Piękna pogoda towarzyszy nam w emocjonującej drodze do Njegusi. Dlaczego emocjonującej? Co prawda, wedle GPS odległość z okolic wyspy św. Stefana do wspomnianej wioski to niby tylko 50 kilometrów, ale podróż trwa dobrze ponad godzinę! To zasługa góry Lovcen, na której zboczach powstały wąskie drogi, uniemożliwiające rozwinięcie oszałamiających prędkości. Ostre zakręty, mijanie się z autokarami na kilku metrach szerokości i liczne manewry kierownicą sprawiały, iż jazda do mieściny Piotra II Petrović-Niegosza była niezłą dawką adrenaliny. "To po co tam pojechaliście?” - mógłby ktoś zapytać. Według przewodnika, atrakcją miał być tamtejszy kościół oraz historia wspomnianego Piotra i jego dynastii. I to nas skusiło.

Rzeczywistość nieco odbiegała od oczekiwań. Kościół? Owszem... ale zamknięty na głucho i widać było, iż lata świetności ma już dawno za sobą. A dom Petrović-Niegoszów? Żaden tam okazały pałac czy budowla, która wyróżniałaby się na tle okolicznych. Nic z tego! Ot, postawiona z pustaków stodoła, w której wybitnie nudzący się kustosz oprowadza za 2 euro. Śmiech nas ogarnia, ale jednocześnie w  trakcie wizyty w Njegusi czuć istną swojskość. Dla miejscowych to dzień jak co dzień. Prace na małych polach trwały w najlepsze, choć temperatura nie oszczędzała. Przy bramach wjazdowych na posesje wiszą tekturowe plansze z wypisanymi smakołykami. Miody, wino, szynka, rakija, sery – kuszą i w gościnę zapraszają. Nie można się temu oprzeć. To właśnie ten region słynie z produkcji suszonej szynki pršut. Gospodyni domu, której towarzyszy seniorka rodu, od razu nas zaprasza do... stodoły na degustację. Wino? Proszę bardzo – wprost z beczki. Rakija? Częstujcie się. W tle cała linia produkcyjna z workami nakrętek, butelek i innych akcesoriów. I jak tu się nie skusić, jak nie wesprzeć lokalnej społeczności? Odjeżdżamy z uśmiechami na twarzy i nie był to bynajmniej wpływ "procentów”, a uczucie zadowolenia po miłych rozmowach.

Opuszczony kościół w Njegusi. (foto: wnieznane.pl)

I jak już wjechaliśmy mozolnie do Njegusi, tak teraz trzeba było ruszyć w drogę do Kotoru. Wrażeń co niemiara. Oprócz samego stanu drogi, licznych i ostrych zakrętów, teraz dochodzi jeszcze przepiękny widok na Zatokę Kotorską! Widzimy kursujące promy po taflach wody odbijającej rozgrzane promienie słoneczne oraz sam Kotor z murami, historyczną zabudową i współczesnym dorobkiem. W końcu dostrzegamy okalające wzgórza, tworzące niepowtarzalny klimat oraz urok. Piękna mieszanka natury oraz działalności człowieka.

Boka Kotorska w całej okazałości! (foto: wnieznane.pl)

Kotor pełnił dla nas role swoistego celu, bazy, punktu wypadowego i jednocześnie ostatniego miejsca w Czarnogórze, w którym byliśmy. Żegnając się z nim, żegnaliśmy się na swój sposób z Boką Kotorską, z sąsiadką Chorwacji, smakami, gościnnością, kulturą i historią.

Czas wracać do Polski. Przed nami jeszcze kilkaset kilometrów drogi do Serbii. Plan zakładał, iż wstąpimy na moment do Belgradu. Niestety, musieliśmy go dość szybko zweryfikować. Czarnogórskie drogi wiodące po wzniesieniach szybko spłatały nam figla, nie pozwalając rozwinąć oczekiwanych prędkości. Na domiar złego na granicy z Serbią trwały prace remontowe, które powodowały zamknięcie przejścia na trzy godziny. Oczywiście załapaliśmy się na przymusowy postój. Było już późne popołudnie, nim ponownie otwarto granicę, na której działy się dantejskie sceny. Wiadomo, każdy chciał jak najszybciej przedostać się na drugą stronę, czyniąc to za wszelką cenę – wpychając się, jadąc pod prąd, "na trzeciego”. Autokary, przepełnione busy, auta osobowe i ciężarówki - jeden wielki chaos, z którego uwolniliśmy się po niespełna godzinie. Nie widząc szans na szybkie dotarcie do Belgradu, objęliśmy azymut na Nowy Sad, żeby ostatecznie przy autostradzie A1 przenocować w motelu. Wypoczęci już na spokojnie pojechaliśmy do Budapesztu w odwiedziny do znajomego. Rzut oka na stolicę naszych bratanków, polsko-węgierskie rozmowy do późna... Czas był nieubłagany.

Żal było się rozstawać z takimi widokami. (foto: wnieznane.pl)

Nasza podróż dobiegała już końca. Jeszcze tylko kilka godzin w drodze do Polski. Licznik wskazywał 4200 kilometrów, które przez 14 dni objęły naszą małą "Bałkanicę”, w której prym wiodły Chorwacja i Czarnogóra. Gdzie piękniej? Gdzie lepiej? Gdzie warto? Pozostawiamy te pytania bez odpowiedzi...

Bośniacki epilog

...tym bardziej, że Bałkany to coś więcej niż Hrvatska i Crna Gora, ale również Bośnia i Hercegowina. Podczas naszych wojaży wyskoczyliśmy na dzień do Mostaru, Medjugorie i okolic. Była to swoista podróż... w czasie. Niestety, wojna odcisnęła swoje piętno, co przekłada się na wygląd budynków, poziom życia, infrastrukturę. Nie odrzucaliśmy tego. Wręcz przeciwnie. Chwytaliśmy, utrwalaliśmy te widoki w pamięci, nie tylko tej w cyfrowym aparacie.

Mówisz Mostar, myślisz Stary Most przerzucony przez Nerertwę, w której lądują miejscowi śmiałkowie. To światowe dziedzictwo umieszczone na liście UNESCO. To również mieszanka kultur i religii. Miasto, w którym współistnieją muzułmanie wraz z katolikami, Bośniacy z Chorwatami, a i swoje miejsce mają Serbowie. Ludzki wymiar to jedno. Drugi to architektura. Okolice Starego Mostu usiane są licznymi sklepami z pamiątkami, restauracjami z pysznym jedzeniem za rozsądne pieniądze. Całość nie gryzie się ze sobą. Wręcz przeciwnie, drepcząc po kamiennym trotuarze, chłonie się otoczkę naznaczoną przeszłością. Przeszłością widoczną gołym okiem. Zejdź z utartego szlaku, a dojrzysz ślady po kulach, namiastkę walk lat '90.

Mostar i słynny Stary Most przerzucony przez Neretwę. (foto: wnieznane.pl)

Zgoła inne wrażenia przyniosło Medjugorie, które ściąga do siebie wiernych. To właśnie tu w 1981 roku miała się objawić Matka Boska sześciu osobom, nawołując świat do modlitwy oraz życia według określonych zasad. Ta cząstka wiary oczywiście miała swoje miejsce w kościele św. Jakuba czy na wzniesieniach, na których ustawiono krzyże. Niemniej jednak liczba wszelkiej maści sklepów z dewocjonaliami przywracała o zawrót głowy. Za dużo, zbyt nachalnie. Szkoda.

Zmieniliśmy więc Medjugorie na związane z islamem Blagaj. Dlaczego? Przede wszystkim ze względu na bijące tu źródło rzeki Buny. Woda wylewa się z imponującej skalnej gardzieli, tworząc interesujący obrazek, który uzupełnia pobliski klasztor tańczących Derwiszów.

 

PiJ, wrzesień 2011 r.




Jeśli dotarliście aż do tego miejsca - dziękujemy za poświęcony czas! :-) Jeżeli macie go trochę więcej i zastanawiacie się gdzie pojechać... zapraszamy do przeczytania relacji i objerzenia zdjęć z innych naszych wypraw:
Brugia •  Praga •  Wilno i Troki •  Gandawa •  Włochy Północne •  Salzburg •  Dublin •  Peloponez •  Barcelona •  Edynburg •  Kijów •  Saloniki •  Fatima •  Chopok •  Wyspy Kanaryjskie •  Costa de la Luz •  Liverpool •  Kadyks •  Gozo •  Zakynthos •  Santorini •  Haarlem •  Bruksela •  Piza •  Budapeszt •  Chorwacja •  Korfu •  Rodos •  Kusadasi •  Wenecja •  Buenos Aires •  Trondheim •  Bodrum •  Kordoba •  Chalkidiki •  Wiedeń •  Madryt •  Kopenhaga •  Londyn •  Malta •  Segowia •  Bretania •  Paryż •  Katalonia •  Beauvais •  Irlandia •  Brno •  Fethiye i Oludeniz •  Ateny •  Andaluzja •  Bergamo •  Florencja •  Ronda •  Stambuł •  Bratysława •  Thassos •  Mediolan •  Gibraltar •  Jerez de la Frontera •  Rzym i Watykan •  Kreta •  Palanga i Lipawa •  Sewilla •  Toledo •  Cypr •  Argentyna •  Algarve
  Czarnogóra - pogoda:
Dziś, 30 marca 2017
+21°  / +10°
Słonecznie

wiatr: ESE 12 km/h
ciśnienie: 1020 hPa
wilgotność: 26%
zachmurzenie: 0%
opady: 0.0 mm/h

Piątek, 31 marca 2017
+21° C    /  +10° C
Słonecznie
wiatr: SE 10 km/h
opady: 0.0 mm/h

Sobota, 1 kwietnia 2017
+20° C    /  +11° C
Słonecznie
wiatr: ESE 8 km/h
opady: 0.0 mm/h

Niedziela, 2 kwietnia 2017
+18° C    /  +10° C
Słonecznie
wiatr: SE 8 km/h
opady: 6.2 mm/h

Poniedziałek, 3 kwietnia 2017
+18° C    /  +9° C
Słonecznie
wiatr: SSE 10 km/h
opady: 6.6 mm/h