ocena miejsc: 3.8 / 250
  •  

Wakacje z przygodami



odwróć kolory tekstu i tła

Na Korfu polecieliśmy w połowie czerwca 2016 r. Była to nasza druga wyprawa na tę piękną wyspę - wiedzieliśmy więc, czego się spodziewać.

Kiedy pojechaliśmy?

Przez ostatnie kilka dni przed naszym wylotem na Korfu pogoda nie rozpieszczała. Jak na połowę czerwca, było chłodno, a co gorsza - padał deszcz. Na szczęście, miało się rozpogodzić i później mogliśmy cieszyć się prawdziwie grecką pogodą.

Wysepka Lazareto u wybrzeży Korfu (foto: wnieznane.pl)

Gdzie się zatrzymaliśmy?

Podczas pobytu na Korfu zatrzymaliśmy się w apartamencie Arianna w miejscowości Paleokastritsa. Było wszystko, co potrzeba, jednak wyglądało to trochę tak, jakby gospodarze dopiero rozpoczynali sezon. Część gniazdek elektrycznych nie działała, a właściciele dopiero uzupełniali brakujące wyposażenie w naszych pokojach. Problem byl także z internetem, którego sygnał wprawdzie docierał do apartamentu, ale generalnie nic nie działało. Na plus - całkiem niezła lokalizacja, bliskość sklepu, plaży i cena.

Co zwiedziliśmy?

Panorama Paleokastritsy (foto: wnieznane.pl)

Na Korfu chcieliśmy przede wszystkim wypocząć, złapać trochę słońca, skorzystać z pięknych plaż. Nie mieliśmy w planach jakiegoś szalonego zwiedzania. Kąpać się codziennie gdzieś indziej, zobaczyć trochę nowych widoków, wrócić do kilku najładniejszych miejsc, w których już byliśmy - to był nasz cel.

Trudna podróż i niemiła niespodzianka

Już przed wylotem do Grecji wiedzieliśmy, że nad wyspą spodziewana jest gwałtowna burza. Mieliśmy jednak nadzieję, że zdąży przejść przed naszym lądowaniem. Niestety - mieliśmy pecha. Im bliżej wyspy, tym bardziej chmury się zagęszczały. Było też widać błyskawice. Wreszcie kapitan poinformował, że nad Korfu jest burza i musimy poczekać. Po 20 minutach krążenia sytuacja nie uległa zmianie. Po kolejnych 40 minutach, kiedy już wszyscy mieli dość, podjęto decyzję o lądowaniu. Ostatnie nerwowe domykanie schowków przez załogę, mocowanie wszystkiego, co mogłoby spaść komuś na głowę i... no właśnie, nic. Wpadliśmy w bardzo silne turbulencje, samolot opadał jakby kompletnie bez kontroli, niektórzy krzyczeli, dzieci płakały. Ostatecznie lądowanie się nie powiodło i odlecieliśmy do Salonik. Po kolejnych 30 minutach podróży nastroje nie były zbyt dobre. Okazało się, że czekaliśmy na start jeszcze dwie godziny. W samolocie, na płycie, w upale... To zniechęciło najwytrwalszych. Tym bardziej, że jedyne co nam zaproponował przewoźnik, to odpłatny katering na pokładzie. Na szczęście, nauczeni doświadczeniem, byliśmy przygotowani i na taką sytuację, ale byli też tacy, którzy nie mieli przy sobie mleka dla niemowlaka.

Samolot lądujący na Korfu (foto: wnieznane.pl)

Po przedłużającym się oczekiwaniu wreszcie wystartowaliśmy i już bez problemów, za to z czterogodzinnym opóźnieniem, dotarliśmy na Korfu. Jeszcze tylko ogromna kolejka do wypożyczalni samochodów i godzinę później mogliśmy rozpocząć wakacje.

 

Teoretycznie, bo niemiłe niespodzianki czekały nas jeszcze w apartamencie. Od gospodarzy dowiedzieliśmy się, że była to jedna z największych burz od wielu lat i poczyniła bardzo duże straty na wyspie. Wiatr zerwał linie energetyczne, poprzewracał i połamał drzewa, pojawiły się osuwiska skalne i błotne - błoto zalało drogi, miejscowości i... nasz basen, a właściciel przez cały tydzień nie potrafił go usunąć. Nie mogliśmy więc skorzystać ani razu z jednego z udogodnień, które przeważyły przy wyborze tego właśnie apartamentu. Nie było też dla nas ręczników, które podobno schły przez kolejne dwa dni...

Zwykle pełna turystów Paleokastritsa opustoszała, większość tawern zamknięto z powodu braku prądu. Niebo było szare, morze wzburzone i pozostało nam jedynie czekać na zmianę pogody. Poranek przywitał nas burzą z intensywnymi opadami, ale potem było już tylko lepiej.

Sidari

Klify w Sidari (foto: wnieznane.pl)

Jednym z miejsc, które odwiedziliśmy podczas drugiej wyprawy na Korfu było Sidari, do którego trafiliśmy podczas poszukiwań osłoniętej od wiatru plaży. Postanowiliśmy zażyć kąpieli w malutkiej, malowniczej zatoczce sąsiadującej z Canal d'Amour, do której schodzi się po drewnianych stopniach. Woda w tym miejscu jest mętna, nieprzezroczysta, ale dno piaszczyste i naprawdę jest bardzo przyjemnie. U wylotu zatoczki jest jaskinia, którą można wypłynąć na otwarte morze lub dostać się bliżej kanału. Dużą popularnością, również wśród dzieci, cieszą się skoki do wody z tutejszych skał. W kilku miejscach przymocowano specjalne liny, po których można się wspiąć na górę.

Wybraliśmy się także na główną plażę miejską, przy której cumują łodzie. Nie jest ona zachwycająca, podobnie zresztą jak całe miasteczko, które jest typowo turystyczne.

Paleokastritsa

Plaża w miejscowości Paleokastritsa (foto: wnieznane.pl)

Nasz apartament położony był w Paleokastritsie. Poznaliśmy już tę miejscowość wcześniej. Widzieliśmy usytuowany na wzgórzu klasztor, z którego roztacza się piękny widok, główną plażę (po burzy wyglądała jak śmietnik), kilka zatoczek i mniejszych plaż w okolicy, a teraz wybraliśmy się obejrzeć kolejne. Z drogi prowadzącej z Paleokastritsy na północ rozpościera się wspaniała panorama miejscowości i wybrzeża. Zatrzymaliśmy się więc w jednej z wielu tawern w Lakones, skąd widok jest najlepszy. Mogliśmy zobaczyć malownicze wybrzeże, plaże, port, amfiteatr, a nawet nasz apartament :). Co ciekawe, ceny posiłków w tym miejscu były nawet odrobinę niższe niż w centrum miejscowości, a jaka to przyjemność jeść z takim widokiem!

Agios Georgios

Plaża w Agios Georgios (foto: wnieznane.pl)

Agios Georgios to miejscowść, przez którą poprzednim razem tylko przemknęliśmy. Oczywiście, zapadł nam w pamięci widok ogromnej plaży, jaki można podziwiać z położonej powyżej drogi. Zupełnie za darmo! :) Nie mogliśmy się oprzeć, zwłaszcza, że przejeżdżaliśmy tędy kilkakrotnie. Morze było mocno wzburzone, co dało się dostrzec gołym okiem nawet z takiej odległości. Wyraźnie rzucał się w oczy kolor wody - żółty od zruszonego przez wodę piasku. Nie dawało się to jednak zbytnio we znaki podczas kąpieli. Dodatkowo, mogliśmy się cieszyć niemal pustą plażą. A jeżeli komuś się znudzi, może się wybrać do położonego po drugiej stronie drogi pool baru. Zasada korzystania z basenu i leżaków jest wszędzie jednakowa - wystarczy zamówić coś w barze. Oczywiście, lepiej to wygląda, gdy podczas kilkugodzinnego pobytu zakupimy kilka napojów czy przekąsek, ale nie zauważyliśmy, żeby ktoś miał z tym problem. Inna sprawa, że trudno wytrzymać kilka godzin w upale bez picia :). Zwykle też tego typu miejsca okupowane są przez Brytyjczyków, którzy nierzadko spędzają tu cały dzień, codzienie, i zostawiają małą fortunę.

Afionas

Wspaniały półwysep niedaleko Afionas (foto: wnieznane.pl)

Nie bez powodu wybraliśmy się do Agios Georgios. Zależało nam szczególnie na zobaczeniu tutejszego półwyspu z dwoma małymi, ale niezwykle malowniczymi plażami. Zdjęcia z tego miejsca są tak samo popularne, jak piękne.

Niestety, nie jest zbyt łatwo je zrobić. Najpierw trzeba przejechać bez bardzo gęstą zabudowę wioski Afionas. Już to może niektórych zniechęcić, bo miejscami trzeba uważać, żeby dosłownie nie najechać na nogi siedzących na schodkach domów mieszkańców. Trzeba też dodać, że ci mają niezły ubaw patrząc na kombinacje turystów :) Potem jest jeszcze gorzej... Zostawiamy samochód i wąską ścieżką, miejscami poprowadzoną nad urwiskiem, po ok. 20 minutach dochodzimy do punktu widokowego. Wspaniały krajobraz wynagradza wszelkie niedogodności, ale musieliśmy jeszcze zejść na dół, do plaż. Kolejne 10-15 minut przedzierania się przez zarośla i jesteśmy na miejscu. Chwila relaksu w cudownej wodzie i ruszamy dalej, w stronę końca półwyspu. Jeszcze tylko kilka zdjęć tu, kilka tam i jeszcze tam, rzut oka na to i na to... i można wracać. Niektórzy przypływają tu łódkami, ale to nie daje takiej satysfakcji, jak dotarcie w to miejsce na własnych nogach.

Przepiękna woda oblewa trudno dostępną plażę niedaleko Afionas (foto: wnieznane.pl)

Kassiopi

Zachwyceni plażą w Kassiopi, postanowiliśmy wybrać się tu jeszcze raz. Kolejny raz przekonaliśmy się, jak duże znaczenie w postrzeganiu danego miejsca ma pogoda. Tym razem niebo nie było tak niebieskie, przez co woda przybrała nieco inny odcień, za to lepiej było widać położoną po drugiej stronie morza Sarandę. Odpuściliśmy sobie powielanie zrobionych już wcześniej zdjęć i skoncentrowaliśmy na korzystaniu z uroków tego miejsca. Woda jest tu nieco chłodniejsza, a fale nieco większe, ale też szybko robi się głęboko. Musieliśmy koniecznie zrobić zdjęcie bardzo podobne do tego sprzed 4 lat, kiedy nasza córeczka miała kilka miesięcy. Doskonale widać na nim, jak przez ten czas zmieniają się ludzie, a miejsca - niekoniecznie.

Przejrzysta woda w Kassiopi (foto: wnieznane.pl)

Z Kassiopi wyruszyliśmy na zachód, przez Acharavi i Rodę. Tutaj wyspa znacznie się wypłaszcza. Plaże są piaszczyste i długie, a przy nich eleganckie hotele i ośrodki wypoczynkowe. Jeśli chodzi o widoki - nic specjalnego, to raczej okolica przemysłowa i uprawna. Coś za coś.

Liapades i okolice

Panorama Liapades (foto: wnieznane.pl)

Zdecydowanie bardziej przypadła nam do gustu górzysta część wyspy. Wybraliśmy więc więc zwiedzić malownicze wybrzeże w okolicy wioski Liapades, z którą sąsiaduje Paleokastritsa. Z tutejszych porcików odpływają łódki na malowniczą plażę Limni. Prowadzi do niej wprawdzie ścieżka, ale najlepszym sposobem jest dostanie się tu drogą morską. Zjeżdżamy na chwilę do głównej plaży w Liapades. Nie jest szczególnie wielka, ale nie ma tu też tłumów. Stanowi mieszankę kamieni i piasku, otoczoną skałami. Pojechaliśmy też kawałek dalej, w stronę plaży Rovinia. Można do niej przejść ścieżką poprowadzoną od strony Paleokastritsy, ale można też dojechać choćby samochodem. Plaża jest kamienista, z domieszką piasku, ale ładna i przede wszystkim można tu znaleźć ciszę i spokój.

Kaiser's Throne

Kaiser's Throne (foto: wnieznane.pl)

W poszukiwaniu ciekawych miejsc dotarliśmy do Pelekas i Kaiser's Throne. Z parkingu podchodzi się do miejsca widokowego po schodkach. Stąd zachody słońca obserwował cesarz Wilhelm II. Widok rzeczywiście jest rozległy, ale ciężko go określić jako spektakularny. Doskonale stąd widać jednak, jak bardzo zieloną wyspą w porównaniu do innych w Grecji jest Korfu.

Yellow submarine

Jedną z głównych atrakcji w Paleokastritsie są rejsy wycieczkowe. Możliwości jest wiele - samodzielne wypożyczenie łódki, rejs ze sternikiem, rejs wzdłuż wybrzeża, do jaskiń, łodzią ze szklanym dnem, czy wreszcie łodzią podwodną. Trudno powiedzieć, czy tak jest zawsze, czy to specyfika tej akurat łodzi, czy też morze było wyjątkowo wburzone, ale faktem jest, że nasza łodzią podwodną Yellow submarine mocno kołysało. Rejs trwał niespełna godzinę - kiedy już łódź wypłynie z portu połowa pasażerów zapraszana jest na dół. Podczas postoju można obserwować podwodne życie - głównie ryby w okolicach skał. Nie udało nam się zaobserwować ani rozgwiazdy, ani choćby jeżowca. Nie było też nurka, który by wyszukał i pokazał zza szyby jakieś ciekawsze żyjątko, choć podobno taka opcja jest w rejs wliczona. Stosunkowo szybko łódź rusza z powrotem i wtedy już widać niewiele poza pęcherzykami powietrza wytwarzanymi przez śruby łodzi. Ogólnie - dosyć fajne, ale czegoś nam zabrakło.

Strajk

Góry śmieci w stolicy wyspy Kerkirze (foto: wnieznane.pl)

Grecja jest o tyle specyficznym krajem, że jej mieszkańcy strajkują dosyć często. Odwiedziliśmy Grecję już wielokrotnie i albo natrafialiśmy na strajk, albo właśnie się zakończył czy miał rozpocząć. Dotyczy to każdej dziedziny życia. Kiedyś na przykład z powodu strajku kontrolerów lotów i obsługi naziemnej spędziliśmy na mikro lotnisku w Grecji 8 godzin (i tak mieliśmy szczęście, bo inni nie wylecieli wcale). Tym razem strajkowały służby miejskie. Tygodniami wyspa tonęła w cuchnących w upale śmieciach. Kiedy przyjechaliśmy, jeszcze nie było tak żle. Zabierano po 1-2 worki z każdego pojemnika, więc najgorsza sytuacja była w stolicy wyspy, gdzie odpadów przybywało w tempie błyskawicznym. Nie da się ukryć, że takie sytuacje niekorzystnie wpływają na postrzeganie kraju i danego miejsca przez turystów.

Kanoni, Vlacherna, Pontikonissi

Żółta łódź podwodna w porcie w Paleokastritsie (foto: wnieznane.pl)

W dniu wylotu wybraliśmy się do miejsca, które uznawane jest za jeden z symboli Korfu. To wysepka Pontikonissi i klasztor Vlacherna, również położony na mikro wysepce, ale połączony przejściem z lądem. To idealne miejsce do obserwowania lądujących i startujących samolotów, które tutaj są naprawdę blisko. Doskonały widok roztacza się także z położonych powyżej restauracji i kawiarni, chociaż ceny serwowanych tu posiłków raczej atrakcyjne nie są. Po raz ostatni delektujemy się greckim jedzeniem i pięknym widokiem. Niestety, trzeba już wracać do domu, ale można też już myśleć o kolejnych podróżach. wNieznane oczywiście :)

 

czerwiec 2016 r.




Jeśli dotarliście aż do tego miejsca - dziękujemy za poświęcony czas! :-) Jeżeli macie go trochę więcej i zastanawiacie się gdzie pojechać... zapraszamy do przeczytania relacji i objerzenia zdjęć z innych naszych wypraw:
Rzym i Watykan •  Saloniki •  Katalonia •  Kusadasi •  Santorini •  Gibraltar •  Gozo •  Ateny •  Andaluzja •  Jerez de la Frontera •  Bruksela •  Sewilla •  Kijów •  Chorwacja •  Bodrum •  Bratysława •  Wyspy Kanaryjskie •  Praga •  Madryt •  Piza •  Paryż •  Kreta •  Thassos •  Czarnogóra •  Beauvais •  Barcelona •  Algarve •  Kordoba •  Argentyna •  Kopenhaga •  Wenecja •  Fethiye i Oludeniz •  Gandawa •  Edynburg •  Bergamo •  Salzburg •  Liverpool •  Brugia •  Segowia •  Wiedeń •  Chopok •  Włochy Północne •  Kadyks •  Londyn •  Florencja •  Costa de la Luz •  Chalkidiki •  Rodos •  Dublin •  Fatima •  Irlandia •  Budapeszt •  Cypr •  Toledo •  Stambuł •  Palanga i Lipawa •  Trondheim •  Wilno i Troki •  Haarlem •  Zakynthos •  Bretania •  Peloponez •  Ronda •  Buenos Aires •  Brno •  Mediolan •  Malta
  Korfu - pogoda:
Prognoza pogody czasowo niedostępna.