wNieznane.pl

Alpy Austriackie

Lato w królestwie zimy



Większość osób kojarzy Alpy wyłącznie z zimowym, białym szaleństwem. Zupełnie niesłusznie, bo góry ten mają wiele do zaoferowania także latem, o czym sami mogliśmy się przekonać dwukrotnie odwiedzając Austrię.

Kiedy pojechaliśmy?

Do Austrii pojechaliśmy na przełomie czerwca i lipca. Po raz pierwszy w 2015 roku, a potem w podobnym terminie rok później. Za każdym razem spędzaliśmy tam ok. 2 tygodni. Musieliśmy jednak łączyć obowiązki zawodowe z wypoczynkiem i zwiedzaniem, więc nasze możliwości czasowe były ograniczone.

Gdzie się zatrzymaliśmy?

Za pierwszym razem naszą bazą wypadową była malownicza miejscowość Leogang, położona nieopodal niemieckiej granicy. Dookoła znajduje się mnóstwo miejscowości znanych zapewne miłośnikom sportów zimowych - Hochfilzen, Bischofshofen, Kitzbuhel, Saalfelden, Salzburg czy niemieckie Ruhpolding. Ok. 100 km na zachód położony jest Innsbruck, uznawany za zimową stolicę Austrii, a niedaleko niego Dolina Stubai, gdzie zatrzymaliśmy się podczas drugiego pobytu w Alpach.

Niedaleko Pillersee. (foto: wnieznane.pl)

W Leogang zamieszkaliśmy w wygodnym i doskonale wyposażonym apartamencie Zinkl Appartement. Właściwie jedyne, czego nam zabrakło, to placyk zabaw dla dziecka, ale ze względu na brak ogrodu, nawet nie byłoby gdzie go zlokalizować. Rok później zamieszkaliśmy w apartamencie Landhaus Anja, który był bardzo przestronny, dobrze wyposażony i bardzo malowniczo położony. Tutaj również nie było atrakcji dla dzieci, ale urzekł nas taras poprowadzony dookoła budynku, z wygodnymi fotelami i pięknym widokiem w stronę lodowca. Warto dodać, że nasz apartament mieścił się na samej górze i miał okna skierowane na dwie strony, a inne apartamenty mogą mieć bardziej ograniczony widok.

Co zwiedziliśmy?

Trudno wymienić wszystkie miejsca, które odwiedziliśmy przez te 4 tygodnie. Z ciekawszych należałoby wskazać pocztówkowe Hallstatt, Salzburg, Innsbruck, Zell am See, Achensee, fantastyczny lodowiec Grossglockner i niesamowitą trasę Hochalpenstrasse, poza tym malowniczą Dolinę Stubai czy mueum kryształów Swarovskiego - Kristallwelten. Przy okazji wyjazdów w Austrii odwiedziliśmy również niemieckie Garmisch-Partenkirchen oraz włoskie Dolomity - okolicę Val Gardena.

Pierwsze wrażenia

Do Austrii pojechaliśmy własnym samochodem. Podróż zajęła nam kilkanaście godzin - za pierwszym razem z przerwą na zwiedzanie Brna i nocleg w tym mieście.

Zamek Hohenwerfen. (foto: wnieznane.pl)

Chociaż byliśmy w tym kraju już kilkakrotnie, było to nasze pierwsze doświadczenie z tak wysokimi górami. Co więcej, mieliśmy wrażenie, że są one dużo bardziej przystępne dla turystów, niż np. Tatry. W sumie trudno się dziwić, patrząc choćby na ich powierzchnię. Żeby zobaczyć piękny widok, wodospad, lodowiec czy choćby szczyty o wysokości powyżej 3000 m n.p.m., często nie potrzeba wielogodzinnej wspinaczki i szczególnych umiejętności. Szokuje też mnogość tras narciarskich o każdym stopniu trudności, szlaków pieszych, ścieżek rowerowych, a przede wszystkim doskonale rozwinięta infrastruktura. Kolejki linowe są dosłownie na każdym kroku - bywa, że po kilka na jednej górze. 50-60 wagoników kursuje non stop. Oczywiście, nie wszystkie są czynne latem, ale wiele z nich jak najbardziej. Szczególnie, że na części szczytów zbudowano restauracje, parki rozrywki, place zabaw dla dzieci, ścieżki edukacyjne i przyrodnicze, tarasy widokowe, trasy rowerowe i masę innych atrakcji. Część z nich dostępna jest bezpłatnie.

Jedyne, co nas negatywnie zaskoczyło, to brak sklepików z pamiątkami. Są wprawdzie miejsca, gdzie można kupić lokalne wyroby - głównie drewniane rękodzieło - ale w mniejszych miejscowościach poza pocztówkami nie ma nic. Szczytem marzeń jest magnes, czapka czy rękawice.

Leogang

Nasza trasa do Leogang przebiegała przez Czechy, okolice Salzburga, by następnie przeciąć Niemcy i za ok. 20 km wrócić do Austrii.

Góry w Leogangu. (foto: wnieznane.pl)

Zaraz za Salzburgiem skończyła się autostrada i zaczęły piękne widoki. Jeśli ktoś na chwilę, powinien zatrzymać się w malowniczym kurorcie wypoczynkowym i uzdrowiskowym Bad Reichenhall, gdzie reprezentacja Polski w piłce nożnej trenowała przed Euro 2002. Tuż za niemiecką miejscowością jest niewielkie, ale ładne jeziorko Saalachsee, które położone jest równolegle do drogi. Dalej trasa przebiega doliną, zamkniętą z obu stron przez wysokie góry, i wkrótce dojeżdżamy do Leogangu. Miejscowość nie jest szczególnie duża, ale nie brakuje tu atrakcji. Najważniejsza to góra Asitz, na której zlokalizowany jest bikepark. Stąd też rozpościera się wspaniały widok na całą okolicę. Trochę jak z Gubałówki, tylko skala inna :) Dzieci także nie będą się nudzić - dla nich przygotowano stanowiska edukacyjne z użyciem naturalnego strumyka oraz ścieżkę przyrodniczą i plac zabaw. Wszystko bezpłatne. Z góry poprowadzono liczne szlaki piesze. Nie może też zabraknąć typowego alpejskiego widoku, czyli rudobrązowych krów na łące na tle gór. Oczywiście, z charakterystycznymi dzwonkami na szyjach :). Swoją drogą, często krowy pasły się w takich stromych miejscach, że aż nie mogliśmy uwierzyć, że były w stanie normalnie tam stać.

Bischofshofen

Kilkadziesiąt kilometrów od Leogangu położone jest Bischofshofen - miejscowość dobrze znana wszystkim miłośnikom skoków narciarskich. Ma niewielkie, ale ładne centrum z typową alpejską zabudową.

Skocznie w Bischofshofen (foto: wnieznane.pl)

Kawałek dalej można zobaczyć malowniczy zamek Hohenwerfen. Położony jest oczywiście na wzgórzu, u podnóża którego przepływa rzeka. Można wejść do środka, ale można też pojechać na sąsiednie wzgórze i zobaczyć go w całej okazałości. Tak też zrobiliśmy. Będąc w Bischofshofen, nie można pominąć skoczni narciarskiej. W telewizji zawsze sprawiają one wrażenie ogromnych, a przy nich zgromadzone są tłumy widzów. Tymczasem tutaj zeskok kończy się niewielką łąką, za którą jest wąskie przejście na niewielką, naturalną trybunkę i... uskok do rzeczki. Co ciekawe, kabiny dla dziennikarzy i komentatorów ustawione są na rusztowaniu nad samą rzeczką. Austria słynie ze sportów zimowych i widać to na każdym kroku. Latem skocznie pokryte są igielitem i cały czas ktoś na nich trenuje. Na każdym kroku zobaczyć można reklamu sprzętu narciarskiego, wyciągów, tras, zimowych obiektów sportowych. Co ciekawe, czynne są również niektóre sklepy i w lipcu można zakupić np. narty :). Jeśli ktoś ma ochotę, to dlaczego nie?

Pillersee

Górskie jeziora zawsze nam się kojarzą z Morskim Okiem. Może dlatego, że to chyba jedyne w Polsce wysokogórskie jezioro dostępnie właściwie dla każdego. W samej Austrii są ich dziesiątki, a może i setki. Oczywiście, dotarcie do wielu wymaga wielogodzinnej wspinaczki lub jest zupełnie niemożliwe, ale bez liku jest takich, do których dojdziemy pieszo, dojedziemy rowerem czy samochodem.

Malownicze Pillersee. (foto: wnieznane.pl)

Niedaleko Leogangu, ale już w Tyrolu, znajduje się niewielkie alpejskie jezioro Pillersee. Ma charakterystyczny, podłużny kształt, a piękny kolor wody zawdzięcza zielonym zboczom. Dookoła Pillersee poprowadzono ścieżkę spacerowo-rowerową. Są też ławeczki i parkingi, a także wypożyczalnia rowerów wodnych. Nawet w pełni lata woda niespecjalnie nadaje się do kąpieli, chyba że ktoś uwielbia krioterapię... :). Nie mniej jednak to doskonałe miejsce do wypoczynku - jest tu cicho, spokojnie. Nic, tylko cieszyć oczy widokami i oddychać świeżym, czystym powietrzem.

Lofer

Lofer to niewielka miejscowość, położona tuż przy granicy z Niemcami. Stanowi jeden z ciekawszych ośrodków narciarskich w tym rejonie. Centrum jest małe, ale malownicze, z alpejską zabudową i zabytkowym barokowym kościołem św. Antoniego z Padwy.

Zakole rzeki w Lofer. (foto: wnieznane.pl)

Niektóre z tutejszych domów pochodzą z XVI w.! a w pensjonacie zatrzymywał się Wolfgang Amadeusz Mozart. Przez miejscowość przepływ rzeka, nad którą przerzucono drewniany mostek, a przy malowniczym zakolu postawiono niewielką platformę widokową, z której można podziwiać rwącą, spienioną wodę.

Grossglockner, Pasterze i Hochalpenstrasse

Będąc w tych okolicach, po prostu nie można nie przejechać się słynną alpejską drogą Hochalpenstrasse. Ma ona ponad 40 km długości, a jej kulminacyjnym punktem jest widok na najwyższy szczyt Austrii - Grossglockner (3798 m n.p.) oraz największy lodowiec - mający 9 km długości lodowiec Pasterze. To zdecydowanie jedna z najpiękniejszych dróg w Europie - rozpoczyna się zielonymi łąkami, a następnie systematycznie pnie w górę, aż do wysokości 2500 m n.p.m. Po drodze znajduje się punkt widokowy na wysokości 2571 m n.p.m. - Edelweissspitze - skąd można zobaczyć ponad 30 trzytysięczników! Trasa jest tak niesamowita, że mieliśmy ochotę zatrzymywać się non stop. Zresztą wytyczono wiele parkingów i miejsc widokowych. Trasa przebiega przez Park Narodowy Wysokie Taury (Nationalpark Hohe Tauern) i czynna jest tylko w sezonie letnim - w zależności od pogody, od maja do października. Nawet w lipcu, kiedy ją premierzaliśmy, było raczej zimno, a w okolicy lodowca zaledwie 4 czy 5 stopni powyżej zera.

Lodowiec Pasterze. (foto: wnieznane.pl)

Przy dojeździe do lodowca zbudowano ogromny, bezpłatny parking, muzeum, sklep z pamiątkami, restaurację i oczywiście taras widokowy. Można się stąd wybrać na wycieczkę z przewodnikiem na lodowiec, do którego zjeżdża się w dół kolejką torową Gletscherbahn. Chwilę wcześniej mijamy dwa sztuczne jeziora, przy których można się zatrzymać. Jedno nosi nazwę Margaritzenstausee. Do drugiego, przy którym odpoczywamy, spływa woda ze sporego wodospadu. Zresztą, po drodze widzimy ich dziesiątki, przy czym większość to wodospady okresowe, utworzone przez topniejący śnieg. Mimo wszystko, widok jest niesamowity! Przy odrobinie szczęścia można zobaczyć świstaki i biegające po skałach kozice. Te drugie mogliśmy zobaczyć i to z całkiem bliskiej odległości.

Serpentyny Hochalpenstrasse. (foto: wnieznane.pl)

Na tarasie zaprezentowano zdjęcia i materiały pokazujące, jak lodowiec wyglądał 100 lat temu i jak zmieniał się na przestrzeni lat. Zmieniał - znaczy topił się. I to w błyskawicznym tempie. To co dziś możemy obserwować z punktu Kaiser-Franz-Josefs-Höhe, to zaledwie ułamek całości. Nie mniej jednak, odwiedzenie tego miejsca było dla nas czymś niesamowitym. Szalenie nam się podobało i chętnie byśmy wrócili tu na dłużej. Warto dodać, że wycieczka w to miejsce to doskonała okazja, by w stosunkowo łatwy sposób dotrzeć do krainy wiecznego śniegu.

Zell am See

Jednym z ciekawszych miejsc w regionie jest jezioro Zeller See, położone niedaleko trasy prowadzącej do lodowca Pasterze.

Zell am See. (foto: wnieznane.pl)

Nie da się zobaczyć go z trasy przelotowej, bowiem ta poprowadzona została kilkukilometrowym tunelem. Trzeba więc wyjechać z niego do jednej z położonych nad jeziorem miejscowości. My wybraliśmy największą - Zell am See. Jest najbardziej znana i jednocześnie najbardziej interesująca, bo właśnie stąd można wjechać kolejką linową na górę, z której rozpościera się wspaniały widok na miejscowość i jezioro. Przy jeziorze zlokalizowane są eleganckie hotele, tereny rekreacyjno-wypoczynkowe, przystanie. Są także plaże, choć lodowata woda alpejskich jezior niespecjalnie zachęca do kąpieli. Przynajmniej nas :).

Hallstatt

Hallstatt było jednym z miejsc, które po prostu musieliśmy odwiedzić podczas pobytu w Austrii. Od początku było wiadomo, że nie będzie łatwo. Czekało nas duże wyzwanie logistyczne - 2 godziny jazdy w jedną stronę, podczas gdy mieliśmy do dyspozycji tylko popołudnie i wieczór. Mając świadomość, że spędzimy tam zaledwie 2-3 godziny i nie damy rady doświadczyć wszystkich atrakcji tego miejsca, i tak pojechaliśmy, bo zobaczenie na żywo miasteczka, które w dzieciństwie znało się z obrazka na puzzlach i nim zachwycało, jest przecież swego rodzaju spełnieniem marzeń.

Chociaż od Hallstatt dzieliło nas tylko 110 km, szybko skończyła się dobra droga i zaczęły wąskie serpentyny poprzecinane wioskami. Jeśli chodzi o samą miejscowość, jest ona malutka, ale położona bardzo malowniczo. Są tu ładne kolorowe, alpejskie domy, restauracje, sklepiki z rękodziełem, kilka wąskich uliczek i mały główny placyk. Wszystko przylegające do otoczonego górami jeziora. Jedną z atrakcji stanowi rejs po rozległym jeziorze. Można też wybrać się do położonej ok. 500 m powyżej miasteczka kopalni soli. Na górę wjeżdża zbudowana na podporach kolejka. Nie mamy niestety na to czasu, ale nic nie szkodzi. Zadowalamy się spacerem i krótkim wypoczynkiem nad jeziorem. Oczywiście, latem Hallstatt pełne jest turystów, a największym utrapieniem (nie tylko tego zresztą miejsca) są wysypujące się z autokarów wycieczki turystów z Azji. Kto ich spotkał kiedyś, doskonale rozumie, o czym mowa :).

Bajkowe Hallstatt. (foto: wnieznane.pl)

Idealną propozycją dla osób dysponujących większą ilością czasu jest punkt widokowy 5 fingers położony nieopodal. Od kolejki wjeżdżającej na górę do specjalnej platformy prowadzi wygodna ścieżka. Platforma składa się z 5 części, na myśl przywodzących właśnie palce, stąd jej nazwa. Część wykonana jest z metalu, część ze szkła, a całość znajduje się nad 400-metrową przepaścią. Tylko dla osób o mocnych nerwach :). Z góry rozpościera się fenomenalny widok na jezioro i miasteczko. Zresztą niedaleko znajduje się inna spektakularna platforma - Stairway to Nothingness (dosłownie: schody do nicości).

Kristallwelten

Alpy to nie tylko góry i piękne widoki. To też muzea czy różnego rodzaju parki rozrywki. Postanowiliśmy więc wybrać się do muzeum Kristallwelten (Kryształowe Światy Swarovskiego). To miejsce, gdzie cała rodzina będzie się dobrze bawić. W poszczególnych salach przygotowano kryształowe ekspozycje. Jest tu największy na świecie oszlifowany kryształ, jest sala, gdzie możemy zobaczyć setki swoich odbić, kryształowa choinka, żyrandole, kryształowe modele 3D, ruchome mini-miasteczko i budowle. Poza tym oglądamy wystawę biżuterii, w tym także kryształowe suknie! W dużym sklepie można dokonać zakupów, ale też po prostu pooglądać prawdziwe kryształowe cuda. Oprócz tego przygotowano kryształowy ogród, którego zwiedzanie musieliśmy jednak nieco przesunąć, bo w mgnieniu oka nadeszła burza, której potężne grzmoty potęgowały jeszcze otaczające dolinę wysokie góry. Odwiedziliśmy więc Innsbruck, a do kryształów wróciliśmy kiedy niebo się rozpogodziło.

W muzeum Kristallwelten. (foto: wnieznane.pl)

Najchętniej fotografowaną częścią ogrodów jest chyba wodospad, wypływający z ust do niewielkiego stawu. Zresztą tędy prowadzi wejście do muzeum. Efektownie prezentują się także kryształowe drzewa, ale najlepiej na żywo, bo zdjęcia nie oddają ich uroku. Jest także labirynt w kształcie dłoni, aranżacje roślinne i strumyk oraz wydzielona część do zabawy dla dzieci.

Innsbruck

Innsbruck jest stolicą regionu Tyrol i jednocześnie jednym z największych miast w Austrii. Postanowiliśmy zobaczyć jego niewielkie, ale ładne Stare Miasto. Przespacerowaliśmy sie pomiędzy kolorowymi kamienicami i deptakiem, z którego przy dobrej pogodzie można podziwiać wysokie góry otaczające miasto.

Centrum Innsbrucka. (foto: wnieznane.pl)

Wygląda to naprawdę pięknie. Największą atrakcją jest Złoty Dach Maksymiliana I. Obecnie w budynku tym mieści się muzeum. Na uwagę zasługuje również cesarska rezydencja Hofburg. Najciekawszą ulicą jest Maria-Theresien Strasse, przy której mieszczą się sklepy, butiki usytuowane w XVI- i XVII-wiecznych kamienicach. Wiele osób kojarzy Innsbruck ze skokami narciarskimi. Trudno się dziwić, skoro Bergisel Schanze góruje nad miastem. Ze skoczni rozpościera się wspaniały widok na całą okolicę.

Salzburg

Jednym z miejsc, które odwiedziliśmy w Austrii był także Salzburg. Całkiem spore miasto może pochwalić się bardzo ładnym, zabytkowym centrum. Jego nazwa (dosłownie: Solnogród) pochodzi od kopalni soli, które znajdują się w okolicy. Salzburg opisaliśmy szczegółowo w osobnej relacji - tutaj.

Widok na stare miasto z Hohensalzburg (foto: wnieznane.pl)

Garmisch-Partenkirchen

Po raz drugi do Austrii jechaliśmy inną drogą - przez Niemcy, mijając okolice Monachium. Postanowiliśmy więc zmienić nieco końcówkę trasy i zobaczyć na żywo trzecią już skocznię znaną z Turnieju Czterech Skoczni. Do niemieckiego Garmisch-Partenkirchen dotarliśmy rano. Niebo było zachmurzone, miejscami padało i zupełnie nie było widać gór. Miejscowość niczym się nie wyróżnia, więc nie spędziliśmy tam zbyt wiele czasu. Skocznia to właściwie kompleks czterech różnej wielkości skoczni, funkcjonujących i zimą, i latem. Z boku znajdują się przestarzałe trybuny i w sumie to by było na tyle. Kawałek dalej rozpoczyna się szlak do wodospadu, ale po całonocnej podróży i przy niesprzyjającej pogodzie, uznaliśmy, że zwiedzanie odłożymy na później. Tym bardziej, że od celu dzieliło nas jeszcze sporo jazdy.

 

A skoro już o tym mowa, to na lokalnych drogach, przy spadkach, natrafiliśmy na bardzo ciekawe rozwiązanie. Co jakiś czas przygotowano specjalne podjazdy, na których obciążone samochody ciężarowe mogły wytracić prędkość. Naprawdę pomysłowe.

Dolina Stubai

Po południu dojechaliśmy do celu naszej podróży - miejscowości Neustift im Stubaital, która przez najbliższe dwa tygodnie miała być naszą bazą. Trzeba przyznać, że dla nas to miejsce było anonimowe, ale podobno wśród narciarzy jest znane i cieszy się dobrą opinią. Trudno się zresztą dziwić, skoro dolina jest "ślepa", a na jej końcu znajduje się lodowiec, do którego dojeżdżają kolejki linowe, z czego jedna bardzo nowoczesna, otwarta w 2016 roku. Niestety, podczas naszego pobytu trwała przerwa techniczna, więc wieczny śnieg w okolicy lodowca mogliśmy podziwiać jedynie z okien naszego apartamentu. Wielka szkoda.

 

Wjazd do Doliny Stubai jest płatny, ale tylko z autostrady. Jest jeszcze lokalna droga, ale bardzo kręta, co znacznie wydłuża podróż. Warto się nią przejechać ze względu na widoki. Doskonale widać z niej ogromny most, którym poprowadzono autostradę. Robi wrażenie! Oczywiście, w całej dolinie jest szereg miejscowości i kilka gór, na których zbudowano trasy narciarskie. Można na nie wjechać całorocznymi kolejkami linowymi. Są także miejsca, skąd startują lotniarze. W Neustift im Stubaital funkcjonuje szkółka, dostępne są też loty w tandemie z instruktorem. To jednak raczej kosztowna przyjemność, ale chętnych nie brakuje. Kolorowe plamki na niebie towarzyszły nam przez cały pobyt. Podobnie zresztą jak warkot maszyn rolicznych - koszących trawę, przerzucających skoszoną trawę, czy wreszcie zbierających i zwożących siano. Wystarczyło jednak wybrać się gdzieś wyżej, poza granicę łąk, by doświadczyć niesamowitej ciszy i absolutnego spokoju...

Wodospad Grawa Wasserfall w Dolinie Stubai. (foto: wnieznane.pl)

Na zboczach pasą się krowy, owce, czasem kozy. To normalny widok w górach. Bywały jednak miejsca, gdzie krowy spotykaliśmy na szlaku lub... na środku drogi. Szczególnie w dalszej części doliny, bliżej lodowca. Tam też można zobaczyć odpowiednie znaki i specjalne ograniczniki w jezdni, by bydło nie przechodziło poza ogrodzony obszar. A skoro już o ogrodzeniach dla bydła mowa, to niemal każde w Austrii to tzw. elektryczny pastuch. Choć dawki prądu są niewielkie i zupełnie nieszkodliwe, warto uważać szczególnie na dzieci. Kilka razy zdarzyło się, że musieliśmy poczekać, bo krowy spacerowały środkiem drogi :). Nie tylko my, bo na przykład publiczne autobusy także. To powszechny widok w krajach typu Grecja czy Turcja, ale w Austrii wyglądało to dosyć zabawnie :).

 

Wybraliśmy się również do końca doliny, gdzie znajduje się dolna stacja kolejek na lodowiec Stubai. Dosłownie obok niej jest ścieżka prowadząca do całkiem ładnego wodospadu. Zdecydowanie ciekawszy znajduje się jednak kilka km dalej. Można do niego dojść ścieżkami, z jednej lub drugiej strony, ale generalnie to kilku- czy kilkunastominutowy spacer. Wildewasserweg składa się z trzech odcinków, z czego pierwszy - nazywany Grawa Wasserfall - dostępny jest dla wszystkich. Wzdłuż 100-metrowego wodospadu wybudowano kilka platform widokowych, do których trzeba się wspiąć leśną ścieżką. Na samym dole jest duża drewniana platforma z leżakami. Drugi odcinek to już ok. 2,5 godziny marszu, a trzeci - kolejne 1,5 godziny. Na jego końcu znajduje się turkusowe lodowcowe jeziorko.

Relaks w Dolinie Stubai. (foto: wnieznane.pl)

Mając do czynienia z surową górską pogodą, długą zimą i raczej chłodnym latem, Austriacy wykorzystują ciepłe dni do maksimum. Zbudowano więc całą masę różnego rodzaju placów zabaw, parków rozrywki i miejsc rekreacyjno-wypoczynkowych. Z wielu z nich można korzystać bezpłatnie. Wracając z końca doliny właśnie na takie natrafiliśmy. Doskonale zagospodarowano teren wokół wysokiego, ale bardzo wąskiego wodospadu zakończonego dwoma niewielkimi stawami. Był więc drewniany plac zabaw, ścianki wspinaczkowe dla dzieci, tratwa do pływania po stawie, stoły piknikowe i niewielka plaża. I chociaż wodą była naprawdę lodowata, nie przeszkadzało to dzieciom w kąpieli. My ograniczyliśmy się do zamoczenia stóp, które i tak po jakiś 30 sekundach kostniały i drętwiały aż do bólu z zimna :).

 

Kawałek dalej natknęliśmy się na kolejny spory wodospad. Tych zresztą w Alpach nie brakuje i prawdę mówiąc, po jakimś czasie ich widok nieco powszednieje.

Achensee

Położone niedaleko miejscowości Jenbach w Tyrolu Jezioro Achen jest największym w całym regionie.

Achensee i jego okolice. (foto: wnieznane.pl)

Miejscami ma głębokość ponad 130 m i przybiera piękny zielony kolor. Woda jest niezwykle czysta, a widoczność sięga 10 m! Po jeziorze pływają statki wycieczkowe, a w jego okolice można się dostać wąskotorową kolejką parową. Dookoła poprowadzono drogi i ścieżki, można też wjechać kolejką linową na górę i stamtąd podziwiać widoki. Oczywiście, są także łatwiejsze i trudniejsze szlaki piesze. Również tutaj spotykamy lotniarzy.

Dolomity

Korzystając z pięknej pogody, w przerwie od pracy, wybraliśmy się na wycieczkę... do Włoch. Mogliśmy oczywiście zdecydować się na wiele innych miejsc, jak choćby lodowce położone w sąsiedniej dolinie Soelden, ale różne czynniki (głównie czasowe i pogodowe) zdecydowały, że wybraliśmy inaczej. Naszym celem były więc Dolomity, a konkretnie dolina - Val Gardena i jej okolice. Pojechaliśmy więc płatną i zapchaną autostradą w stronę Bolzano. Piękne widoki zaczynają się dopiero po zjeździe z szybkiej trasy. Dalej poruszamy się wolniej, częściowo doliną, częściowo drogą poprowadzoną stromym zboczem. Wreszcie docieramy do bardzo malowniczej miejscowości Selva di Val Gardena. To jeden z większych ośrodków w tej okolicy, z bardzo dobrą infrastrukturą. Dalej droga pnie się pod górę. Można pojechać w stronę Passo Gardena (Przełęczy Gardena) lub dalej, do Passo Pordoi. Obie trasy są pięknie położone i oferują wspaniałe widoki. Wybieramy tę pierwszą. Dosyć szybko dojeżdżamy do położonej na wysokości 2136 m n.p.m. przełęczy. Zatrzymujemy się tu, choć nie na tak długo, jak byśmy chcieli. Doskonale widać stąd pasmo górskie Gruppo Sella, położone między dolinami Gardena i Badia. To miejsce uznawane jest za jedno z najpiękniejszych w całych Dolomitach. Na nas także duże wrażenie robią strome, nagie skały, u których podnóża prowadzi droga. Dolomity są zresztą bardzo charakterystyczne - to wystające z zielonych dolin strome i gładkie ściany, przypominające nieco rozrzucone gdzieniegdzie klocki. Są zupełnie inne, niż każde góry, jakie oglądaliśmy do tej pory.

Passo Gardena (Przełęcz Gardena). (foto: wnieznane.pl)

Droga do przełęczy jest wąska, ale latem bezpieczna i dosyć wygodna. Zimą pewnie konieczne będą łańcuchy. Dość powiedzieć, że co kilka minut kursują tutaj publiczne autobusy. Jedno co nas zaskoczyło, to słaba infrastruktura - jedna restauracja, 2 sklepiki, głównie ze sprzętem górskim i to tyle. I nie chodzi bynajmniej o kolejne budynki, szpecące to unikalne miejsce, ale aż się prosi choćby o ławeczki. To doskonały punkt wypadowy do pieszych wycieczek. Jest także czynna cały rok kolejka linowa. Za przełączą zaczyna się zjazd do Doliny Badia. Tutaj już nie brakuje hoteli, restauracji, sklepów i wszystkiego, czego potrzebują turyści. Mijamy także stok Alta Badia, na którym rozgrywane są zawody narciarskiego Pucharu Świata. Wracamy inną trasą - jest ładnie, ale widoki już nie takie spektakularne, jak wcześniej. Pewnie musielibyśmy pojechać dalej - albo w stronę Passo Pordoi, albo w stronę kurortu Cortina d'Ampezzo, ale... jak zwykle brakuje nam czasu. Te kilka wyrwanych godzin to i tak dla nas bonus. Przed nami jeszcze ponad 2 godziny jazdy do Doliny Stubai.

Droga Hochalpenstrasse do lodowca Pasterze i Grossglocknera. (foto: wnieznane.pl)

Łącznie w Austrii spędziliśmy 4 tygodnie. Trudno wspomnieć wszystkie miejsca, które odwiedziliśmy. Zwłaszcza, że wiele z nich tylko przejazdem, albo zerkając w nich na jedną rzecz. Tu nam wpadł w oko ładny alpejski kościół, tam ciekawe góry, a jeszcze gdzieś indziej wodospad czy rzeczka... Jedno jest pewne - Alpy to doskonały wybór na wypoczynek nie tylko zimą, ale także latem. Główną przeszkodą może być zmienna pogoda, no i oczywiście wysokie ceny.

 

lipiec 2016 r.




Jeśli dotarłeś aż do tego miejsca - dziękujemy za poświęcony czas! :-) Jeżeli masz go trochę więcej i zastanawiasz się gdzie pojechać... zapraszamy do przeczytania relacji i objerzenia zdjęć z innych naszych wypraw:
Argentyna •  Bratysława •  Zakynthos •  Peloponez •  Gozo •  Trondheim •  Thassos •  Irlandia •  Salzburg •  Ateny •  Chorwacja •  Dublin •  Kordoba •  Korfu •  Brugia •  Madryt •  Wenecja •  Kijów •  Beauvais •  Florencja •  Bergamo •  Costa de la Luz •  Lizbona •  Brno •  Gibraltar •  Malta •  Mediolan •  Algarve •  Stambuł •  Alicante •  Rzym i Watykan •  Chalkidiki •  Fatima •  Bruksela •  Paryż •  Wiedeń •  Mykonos •  Budapeszt •  Barcelona •  Ronda •  Segowia •  Wyspy Kanaryjskie •  Kalabria •  Palanga i Lipawa •  Katalonia •  Kusadasi •  Gandawa •  Liverpool •  Bretania •  Kopenhaga •  Bodrum •  Londyn •  Sewilla •  Haarlem •  Kreta •  Cypr •  Rodos •  Wilno i Troki •  Czarnogóra •  Włochy Północne •  Santorini •  Fethiye i Oludeniz •  Riwiera Turecka •  Edynburg •  Piza •  Chopok •  Andaluzja •  Jerez de la Frontera •  Praga •  Kadyks •  Buenos Aires •  Saloniki •  Toledo • 

Pogoda

Alpy Austriackie
Dziś, 13 grudnia 2019
ikona pogody-3°  / -7°
Częściowe zachmurzenie
wiatr: S 16 km/h
ciśnienie: 991 hPa
wilgotność: 67%
zachmurzenie: 73%
opady: 0.0 mm/h

Sobota, 14 grudnia 2019
ikona pogody+3° C    /  -8° C
Częściowe zachmurzenie
wiatr: SSW 7 km/h
opady: 0.1 mm/h

Niedziela, 15 grudnia 2019
ikona pogody+3° C    /  -2° C
Częściowe zachmurzenie
wiatr: S 8 km/h
opady: 0.0 mm/h